sobota, 3 października 2015

2. Początek, a może już koniec?


Na tajnym, czarodziejskim dworcu w Rochester w stanie Nowy Jork panował olbrzymi ruch. Jak zawsze pierwszego września peron 4 wypełniony był uczniami i ich rodzicami z ciężkim sercem oddającymi swoje pociechy pod opiekę nauczycieli. Odgłosy nawoływań, niewyraźne miauknięcia, szczeknięcia oraz wszelkie inne odgłosy wydawane przez ulubieńców młodych czarodziejów niosły się po całym dworcu.
Gdzieś wśród tego całego chaosu stała Cheryl ze swoim ojcem. Każde z nich trzymało dwie, wypchane po brzegi walizki. Dziewczyna dodatkowo trzymała pod pachą koszyk z Atillą. W pewnym momencie przez ogólny hałas przebił się pisk.
 Cheryl! - Dziewczyna obejrzała się. Sekundę później w ramię i policzek Cheryl uderzył długi rudoblond warkocz. Żebra Cheryl zostały zmiażdżone w uścisk Colleen. Dziewczyny nic nie mówiły. Bez słów zawarły umowę. Porozmawiamy w pociągu.
– Jedzie! - rozległ się prawdopodobnie magicznie wzmocniony okrzyk. Wszyscy, łącznie z Colleen rzucili się aby być jak najbliżej pociągu. Jednak Cheryl przytrzymała ją za ramię i wyjęła różdżkę. Colleen przeczuła co planuje przyjaciółka i uśmiechnęła się szeroko. Już po sekundzie obie dziewczyny razem z bagażami uniosły się w powietrze i wyprzedzając biegnący tłum gładko wylądowały na skraju peronu. Colleen natychmiast odsunęła się dalej, ale Cheryl pozostała w tym samym miejscu. Colleen tylko westchnęła. Wiedziała, że przywoływanie przyjaciółki do porządku jest bez sensu. Kiedy po chwili nadjechał nowoczesny, biały pociąg pęd powietrza szarpnął ubraniami Colleen. Cheryl zachwiała się niebezpiecznie, ale prawie natychmiast złapała równowagę. Lewitując za sobą walizki ze śmiechem wbiegła do pociągu jako pierwsza.
Opowiadaj! - zażądała Cheryl jak tylko Colleen weszła do przedziału. Dziewczyna uśmiechnęła się. Następnie rozpoczęła się długa i drobiazgowa opowieść o wakacjach. Cheryl jednak nie słuchała jej zbytnio. Znała Colleen na tyle dobrze, że wiedziała iż cała ta opowieść jest jedynie wstępem do jakiejś niezwykle ważnej informacji.
Dobra, przejdź do sedna. Co jest największym wydarzeniem tego lata? - zapytała Cheryl po piętnastu minutach monologu Colleen. W odpowiedzi dziewczyna roześmiała się.
Mam chłopaka! - pisnęła podekscytowana. Na to Cheryl przewróciła oczami.
Który to już? Dwudziesty?
Szesnasty. - sprostowała Colleen z obrażoną miną. Cheryl wzruszyła ramionami.
Co za różnica.
Ale tym razem to coś innego! - oburzyła się Colleen. - Widzisz, on też mieszka w Phoenix. Spotkałam go 9 lipca w parku obok mojego domu. Jakoś tak się zgadaliśmy. No i siedzieliśmy razem prawie dwie godziny. Na początku w ogóle nie mieliśmy spotykać się drugi raz. Ale dwa dni później byłam na koncercie. I tam też na siebie wpadliśmy. Bawiliśmy się razem i było świetnie. Wtedy umówiliśmy się na następne spotkanie. I okazało się, że mamy więcej tematów do rozmowy. I tak jakoś wyszło, że spotykaliśmy się coraz częściej. Aż wreszcie 5 sierpnia oficjalnie zostaliśmy parą.
Znam go? - zapytała Cheryl udając, że nie jest zbyt zainteresowana. W rzeczywistości zżerała ją ciekawość. To faktycznie było co innego. Nie zostali od razu parą. Najpierw spotykali się prawie miesiąc. No i razem byli też już prawie miesiąc. To jeden z najdłuższych związków Colleen.
Tak. - odparła Colleen równocześnie rzucając Cheryl niespokojne spojrzenie. Wtedy Cheryl przestała udawać, że nic jej nie obchodzi nowa miłość Colleen. Wyprostowała się na siedzeniu i prawie wykrzyknęła
Kto to?
Chciałabym, żebyśmy oboje ci powiedzieli. Dowiesz się dzisiaj na uczcie powitalnej.
I myślisz, że teraz będę w stanie myśleć o czymkolwiek... Co to jest?! - wykrzyknęła Cheryl. Na jej kolanach leżała książka w kremowej okładce, bez żadnych napisów. Na książce spoczywała róża z białą wstążeczką. Obie dziewczyny patrzyła na to w osłupieniu.
Przed chwilą jej nie było.
Tu jest coś napisane! - wykrzyknęła Colleen wskazując wstążkę. Przybliżyła się do Cheryl i wspólnie odczytały. Powodzenia - głosił napis. Przyjaciółki spojrzały na siebie i naradziły bez słów. Cheryl otworzyła książkę na pierwszej stronie. Dziewczyny zobaczyły teraz, że to nie książka. Wnętrze było zapisane odręcznym pismem. Był to prawdopodobnie pamiętnik. Cheryl i Colleen zaczęły czytać.
Kochani rodzice to ja. Wasza córka Rilla. Zamierzam zapisać tu wszystko co chciałabym wam opowiedzieć. To chyba zacznę od początku.
Obecnie mam 10 lat. Kiedy patrzę w lustro zastanawiam się w czym jestem do was podobna. Jestem bardzo drobna i niska. Mam proste, bardzo jasne, prawie białe włosy, ścięte do ramion. Oczy mam zielone zupełnie jak świeża trawa. Moja cera jest blada. Chyba nie mogłam po was odziedziczyć zamiłowania do ciemnych ubrań i martensów. Aha, no i jestem "trudnym dzieckiem".
Moją opiekunką jest, według prawa, Tammar. Moja "babcia". To znaczy twoja mama, mamo. Nie wiem jak ma na nazwisko, ani jak ty miałaś mamo. Nawet nie pamiętam jak wygląda. Nie widziałam jej od 6 lat. Kiedy miałam 4 latka umieściła mnie w jakieś szkole z internatem dla bogatych trudnych dzieci. Szybko zorientowałam się, że w tej szkole uczą się zwykłe dzieci dla których rodzice nie mają czasu. Większość wraca do rodziny na wakacje i ferie. Ja jestem całoroczna. Tak jak moja przyjaciółka Cathy. "Babcia" nie chce mnie w domu. 
Nasze opiekunki są bardzo miłe. Starają się jak mogą, żebyśmy wszyscy mieli normalne dzieciństwo. Tylko, że to niemożliwe.
Jutro wszystko ma się zmienić. Ukończyłam tą szkołę. Muszę wrócić. 
Dzisiaj wieczorem grałam "Endless Love" na pianinie. Umiem grać tylko tą jedną melodię, ale to w niczym nie przeszkadza. Zawsze kiedy ją gram myślę o was. Zastanawiam się czy można kochać kogoś, kogo się nawet nie pamięta. Kogoś kto jest tylko imieniem. Rozmawiałam kiedyś o tym z Cathy. Pamiętam co mi odpowiedziała "To nie byłoby takie złe - nie mieć rodziców. Mogłabym wyobrażać ich sobie jako wspaniałych ludzi, którzy wcale nie chcieli mnie opuszczać. A tak? Nie pamiętam ich, ale wiem że umieścili mnie tu z własnej woli. Z własnej woli nie chcieli mnie na wakacjach. Zostawili mnie samą." Wyjaśnię, że mama Cathy jest na odwyku, leczy się z narkotyków. Ojciec jest pracoholikiem który łatwo rozwiązuje problemy. Żona narkomanka - usunąć. Córka, potrzebująca uwagi - usunąć. 
 Szkoda, że nie ma szkoły z internatem dla trudnych rodziców.
 A ja? "Babcia" jest bogata. Nazywa się Tammar. Nie chce mnie w swoim domu. Mieszka gdzieś w Nowym Orleanie. Tylko tyle wiem o mojej jedynej rodzinie. A wy? Wy jesteście tylko imionami. Nie wiem dlaczego, ani jak to się stało że nie żyjecie. Nie mam ani jednego waszego zdjęcia. Nie wiem nawet ile miałam lat, kiedy umarliście. Cheryl i Luke Ortwain. Tylko tyle mam.
Co?! - wykrzyknęły obie przerywając czytanie. Spojrzały na siebie. W ich spojrzeniu zdziwienie mieszało się z przestrachem. 
Ale... Ale to niemożliwe. - wyjąkała Cheryl. Colleen przez kilka sekund wpatrywała się tępo w kartkę z pamiętnika Rilli. 
 Może nie chodzi o ciebie? - zapytała z nadzieją w głosie Colleen. Cheryl wolno pokręciła głową.
Chciałabym. Ale moja matka nazywa się Tammar, a ja jestem Cheryl. Zbyt duży przypadek.
Sprawdź rok w którym wyprodukowano pamiętnik, znaczy ten zeszyt czy co to tam jest. - zaproponowała rozpaczliwie Colleen. Cheryl przez jakiś czas szukała daty. Wreszcie odezwała się zmienionym głosem.
Dwanaście lat. - powiedziała.
Dwanaście lat temu? Jak to możliwe?
Nie. Nie dwanaście lat temu. Za dwanaście lat.
***
Uczniowie wylewali się z Auli. Po powitalnej uczcie mogli myśleć tylko o czekających na nich dormitoriach. Cheryl stała przy wyjściu zdenerwowana. Czekała na Colleen i Luke'a już od kilku minut. Zdecydowanie mieli o czym porozmawiać. Wreszcie zobaczyła, że się zbliżają.
Wreszcie jesteście. Mamy dużo do omówienia.
Jak to? - zdziwił się Luke. Tu nie ma nic do omawiania.
Nie masz pojęcia jak bardzo się mylisz.
Wcale nie potworku. To proste. Albo z kimś jesteś, albo nie.
Co? - zdziwiła się Cheryl  Wytłumacz mi o co chodzi.
To chyba nie jest najlepszy moment. - wtrąciła Colleen.
Dlaczego? Mieliśmy jej powiedzieć przed ucztą. Nie powiedzieliśmy i potem cały czas siedziałaś jakaś nieobecna, w ogóle mnie nie słuchałaś.
Co mieliście mi powiedzieć? - zapytała wolno Cheryl
To naprawdę nie jest dobry moment. - wtrąciła Colleen coraz intensywniej szturchając Luke'a łokciem.
Ależ to doskonały moment. Sama twierdziłaś, że im szybciej tym lepiej. No więc potworku, ja i Colleen jesteśmy razem. - Cheryl dłuższą chwilę trawiła tę informację. Wreszcie kucnęła i zaczęła systematycznie przeszukiwać podłogę. Colleen i Luke stali nad nią z głupimi minami ludzi, którzy nie mają pojęcia co się dzieje.
Dobrze się czujesz potworku? - zapytał Luke. Po kilku sekundach, kiedy Cheryl nie zareagowała w żaden sposób Colleen kucnęła obok przyjaciółki.
– Cheryl, co robisz? - zapytała tonem, który wskazywał że jej rozmówca jest niespełna rozumu.
Szukam szczęki. Powinna gdzieś tu leżeć. - odparła Cheryl ze stoickim spokojem.
***
Była noc. Gwiazdy świeciły na ciemnym niebie, a księżyc dawał nikłą poświatę. Jego blask odbijał się w jeziorze znajdującym się ponad sto metrów niżej. Najwyższa wieża Lapseatis, Wieża Astronomiczna górowała nad całym tym krajobrazem. Na jej szczycie nie wolno było przebywać żadnemu uczniowi bez opieki.
 A jednak w nikłym świetle księżyca majaczyły niewyraźniej trzy postacie.
Cheryl, Colleen i Luke spotkali się, aby przedyskutować sprawę dziwnego pamiętnika. Cheryl siedziała na murku, z nogami puszczonymi po zewnętrznej stronie wieży. Colleen nerwowo krążyła po tarasie. Obie czekały aż siedzący pod ścianą Luke odczyta swoje nazwisko. Wreszcie zobaczyły jak chłopak bezgłośnie porusza ustami.
Cheryl i Luke Ortwain? Cheryl i Luke?! - zapytał ledwie powstrzymując się od krzyku. Wiedział, że jeśli ktoś ich tu przyłapie będą mieli szlaban na kilka miesięcy. W najgorszym razie, jeśli trafią na profesor Gutierrez mogą się nawet pożegnać ze szkołą na zawsze.
To jeszcze nic. Sprawdź rok produkcji.
Ale... To przyszłość. - oznajmił cicho Luke wpatrując się w datę. Cheryl pokiwała głową.
– Co teraz? - zapytała Colleen. Nikt nie potrafił jej odpowiedzieć.
Czekaj. Jeśli to jest prawdziwe... I zostanie wydane za dwanaście lat... A Rilla będzie miała wtedy dziesięć... To znaczy, że urodzi się za dwa lata... Czyli za dwa lata... My... Potworek i ja... Będziemy mieli razem dziecko?! I... Cheryl Ortwain... Potworek będzie moją żoną?!
A skoro w wieku czterech lat Rillą opiekuje się już moja matka... To znaczy, że za najdalej sześć lat będziemy martwi. - dokończyła Cheryl nieswoim głosem. Spojrzeli po sobie.
No to mamy problem.
– I to całkiem spory.
***
Przez cały dzień Cheryl siedziała jak na szpilkach. Prawdę mówiąc nie miała pojęcia ani o czym mówili na lekcjach, ani nawet jakie lekcje to były. Mechanicznie robiła notatki i miała nadzieję, że nie zapisała żadnych głupot. Kiedy lekcje wreszcie dobiegły końca Cheryl pobiegła wprost do Trzeciej Wieży.
Była to najniższa z wież uniwersytetu, ledwie wystająca ponad dach najwyższego piętra. Nie była zbudowana na planie koła, tak jak pozostałe. Jej podstawą był trójkąt z zaokrąglonymi wierzchołkami. Jej największą zaletą była niezliczona liczba różnych zakamarków, ukrytych przejść i tajemnych pokoi. Nie prowadzono w niej żadnych zajęć, była właściwie nieużywana. Zapewne właśnie z tego powodu nie doprowadzono do niej światła. Jedynym oświetleniem były stare żyrandole ze świeczkami, które zresztą także nie występowały wszędzie. Było to ulubione miejsce Cheryl.
Właśnie tam umówiła się z Luke'iem. Czuła się trochę jak zdrajczyni, chociaż nie robiła niczego złego. Z drugiej strony Luke był chłopakiem jej najlepszej przyjaciółki. Spotykanie się z nim potajemnie niewątpliwie było zdradą Colleen. Z trzeciej strony Luke na pewno powiedział Colleen gdzie i po co idzie, oraz z kim będzie. Z kolejnej strony Luke nie musiał się spowiadać przed Colleen, a jeśli ona przyłapałaby ich to wtedy... Co? Przecież nie będą robili niczego niewłaściwego. Muszą tylko ustalić parę faktów. I przeczytać resztę pamiętnika, ich córki. Ich córki, która jeszcze nawet się nie urodziła i która napisze ten pamiętnik za dwanaście lat. Nawet w głowie Cheryl głupio to brzmiało. Lepiej czułaby się gdyby oprócz niej i Luke'a była tu także Colleen. Jednak rozmawiać z Colleen o dziecku swoim i jej chłopaka było chyba jeszcze gorsze. Po rozważeniu tego wszystkiego Cheryl uznała, choć bardzo niechętnie, że zdecydowanie woli spotkać się tylko z Luke'iem.
Cześć potworku. - odezwał się Luke tuż za jej plecami. Cheryl podskoczyła, a pamiętnik wypadł jej z rąk. Cheryl szybko go podniosła i ruszyła krętymi korytarzami Trzeciej Wieży. Po kilku minutach osiągnęła swój cel. Stała przed niskimi drzwiami. Aby przez nie przejść nawet drobna Cheryl musiała się pochylić. Z odrobiną złośliwej satysfakcji obserwowała jak wyższy o głowę Luke przechodzi przez nie schylony wpół. Drzwi prowadziły do krótkiego, ślepego korytarzyka. Tak się przynajmniej wydawało Luke'owi. Jednak Cheryl nawet nie zwalniając weszła kierowała się prosto w ścianę.
Oszalałaś? - zapytał zdziwiony Luke. W odpowiedzi Cheryl tylko się zaśmiała i gładko przeniknęła przez ścianę. Zdziwiony Luke podążył za nią.
Za ścianą panowała całkowita ciemność.
 Duuuuchy... - rozległ się głos Cheryl. Równocześnie zapłonęła zapałka, a w jej nikłym świetle ukazała się zdziwiona twarz Luke'a. Cheryl roześmiała się zapalając równocześnie dwie pochodnie przymocowane do ścian. Dopiero teraz Luke mógł się dokładniej przyjrzeć otoczeniu.
Znajdowali się w niewielkim, trójkątnym pomieszczeniu bez okien. Jedynymi źródłami światła były pochodnie. W ich blasku Luke dostrzegł poduszkę i kubek. Obok zauważył czajnik. Wdało mu się to dziwne. W końcu jeśli ktoś chciałby herbatę, mógłby ją zwyczajnie przywołać z kuchni.
Często tu przychodzisz?
Tylko kiedy chcę się kogoś dyskretnie pozbyć. Nikt na zewnątrz nie usłyszy krzyków. Żadnych świadków, żadnych niewygodnych pytań. Siadaj. - powiedziała Cheryl wskazując na drugą poduszkę, której wcześniej nie zauważył chłopak.
Dla kogo to?
Dla pewnego upierdliwego minionka.
Zbytek łaski, Mała Mi. - odparł Luke wykonując w kierunku Cheryl karykaturalny ukłon. Przez chwilę mierzyli się wzrokiem. Jednak kiedy ich spojrzenia padły na leżący między nimi pamiętnik natychmiast spoważnieli.
Masz jakiś pomysł? - zapytał Luke. Cheryl pokręciła głową
Jedyne co możemy zrobić to czytać dalej.
Dzisiejszy dzień jest okropny. Musiałam pożegnać się z Cathy. Prawdopodobnie na zawsze. Rozstajemy się pierwszy raz od sześciu lat. To wcale nie jest łatwe. Żadna z nas nie jest szczęśliwa z powodu powrotu. Robiłyśmy co się dało, aby przedłużyć nasz pobyt w szkole. Ale już połowa lipca. Dłużej nie można tego ciągnąć.
Teraz siedzę w pociągu do Nowego Orleanu. Boję się spotkania z Tammar. Czy raczej babcią. To słowo jest takie dziwne, nienaturalne. Zwłaszcza w odniesieni do kogoś, kogo nie znam. Myślę, że Tammar jeszcze bardziej się przestraszy kiedy mnie zobaczy. W końcu mój wygląd idealnie pokrywa się z jej wyobrażeniami trudnego dziecka. Bo "ciemne ciuchy i martensy to firmowy znak chuliganów". Do tego ten wisiorek z karabinem. Nie wiem skąd go mam. Odkąd sięgam pamięcią miałam go na szyi.
Przez chwilę nawet zastanawiałam się, czy nie kupić sobie różowego sweterka i białej spódniczki. Porzuciłam ten pomysł prawie natychmiast. Skoro potrafiła stwierdzić, że jestem "trudna" sześć lat temu to niech się przekona co to znaczy. Specjalnie będę najgorsza jak się tylko da. Zrobię jej piekło.
To bez sensu. - stwierdziła Cheryl przerywając czytanie. - Rilla potrzebuję opieki, kogoś bliskiego. A w ten sposób tylko jeszcze bardziej zniechęci do siebie Tammar. - Nawet jeśli Luke zwrócił uwagę, że Cheryl nie użyła słowa "mama" nie dał nic po sobie poznać. Zamiast tego odpowiedział
Wcale nie. Babcia Rilli sama stworzyła sobie trudne dziecko. W wieku czterech lat prawie w ogóle nie można określić charakteru człowieka. Praktycznie wszystko wykształca się później pod wpływem wychowania. Tammar już na początku przekreśliła Rillę i pozbyła się jej najszybciej jak mogła. Nie wiem tylko dlaczego. Rilla prawie od początku miała świadomość, że gdzieś tam jest babcia która jej nie chce. Teraz ona też nie chce Tammar. Potrzebuje jej, ale nieświadomie. Zamierza pokazać się swojej babci od najgorszej strony, co tylko utwierdzi Tammar w przekonaniu, że podjęła właściwą decyzję. W końcu Rilla udowodni jej, że jest trudna. Zafundują sobie nawzajem dwa miesiące piekła. Ale tą drogę wybrała Tammar sześć lat temu. Teraz już trochę za późno na poprawę relacji. Czyżby nasz potworek o tym nie wiedział? 
Mówisz jak prawdziwa Sowa. Może powinieneś jeszcze raz pogadać z Przeznaczeniem?
JA trafiłem do właściwego domu, nie wiem jak ty. A jeśli chodzi o Sowy, to jak tam ten twój chłoptaś?
Nie nazywaj go tak! Zresztą co cię to obchodzi? Czyżbyś chciał zająć jego miejsce?
I tak je zajmę. Za najdalej dwa lata.
Och, zamknij się!
Jestem już w Nowym Orleanie. Trzymajcie za mnie kciuki. 
Teraz siedzę już w swoim-nieswoim pokoju w ogromnej willi Tammar. Już na stacji nie było zbyt wesoło. Po pierwsze, żadna z nas nie wiedziała jak wygląda ta druga. Wreszcie po piętnastu minutach oczekiwania podeszłam do strażnika. On zaprowadził mnie do biura dzieci zagubionych, czy jakoś tak. Był bardzo zdziwiony kiedy nie potrafiłam mu opisać swojej "babci". W końcu chyba nadał jakiś komunikat. Po około dziesięciu minutach pojawiła się Tammar. Po jej minie poznałam, że dokładnie tak wyobrażała mnie sobie w najgorszych koszmarach. Świetnie. "Cześć Rilla. Dawno cię nie widziałam. Ale ty wyrosłaś. Pewnie jesteś zmęczona po podróży. Chodź, odpoczniesz w domu" nie, nie to usłyszałam. Pierwsze słowa jakie usłyszałam od Tammar brzmiały "Idziemy"
Co?! - przerwał oburzony Luke.  Tak powitała wnuczkę po sześciu latach? Dziesięcioletnie dziecko?
Jakoś nie trudno mi w to uwierzyć. - powiedziała Cheryl. Luke spojrzał na nią czujnie. Spodziewał się smutku w oczach, albo głosie. Jednak z Cheryl promieniowała tylko złość.
***
Cheryl! Mówię do ciebie od pięciu minut! - zawołał Darrel szturchając dziewczynę w ramię. Cheryl obrzuciła go nieobecnym spojrzeniem. Wpatrywała się w niego przez kilka sekund, aż jej oczy stały się okrągłe jak spodki. Sprawiała wrażenie jakby dopiero teraz go zauważyła. 
Och! Cześć! Dawno się nie widzieliśmy! - zawołała rzucając mu się na szyję. Przy okazji potrąciła szklankę pełną soku i jej zawartość wylądowała na obrusie. Cheryl zaśmiała się cicho. Darrel leniwym machnięciem różdżki likwidował plamę i obrzucił dziewczynę przenikliwym spojrzeniem.
Przecież wczoraj rozmawialiśmy. Dlaczego nie przyszłaś?
Gdzie nie przyszłam?
Umówiłem się z tobą. Miałaś poczekać na mnie koło Mnicha Baletmistrza. Mówiłem ci to po ostatniej lekcji. A ty pokiwałaś głową i gdzieś pobiegłaś. - Cheryl zaklęła w duchu. Wtedy śpieszyła się do Trzeciej Wieży. Jak to możliwe, że nie zauważyła Darrel'a?
Naprawdę? Przepraszam, jestem jakaś rozkojarzona... To co, może odrobimy to dzisiaj? Obiecuję, że przyjdę!
No nie wiem... Dam ci znać później. - odparł Darrel, ale po iskierkach w jego oczach Cheryl poznała, że się zgodzi.
*** 
Słońce właśnie zachodziło, zabarwiając niebo na odcienie złota i czerwieni. Na skraju lasu trwał piknik. Granatowy koc zajmowały  rozmaite wykwintne potrawy, oraz jedna butelka wina. Cheryl i Darrel siedzieli przytuleni do siebie wpatrując się w horyzont.
Cheryl wciąż nie mogła uwierzyć, że nie tylko wymknęli się razem z uniwersytetu, ale także wzięli ze sobą wino. 
I co, warto było przyjść? - spytał cicho. Cheryl lekko skinęła głową. 
Wciąż nie mogę uwierzyć, że to zrobiłeś.
Co, złamałem kilka reguł? Jesteś dla mnie wszystkim. Moim życiem, radością, nadzieją. Moim słońcem, gwiazdą i księżycem. Moją nocą i dniem. Jesteś wszystkim co dobre i piękne. Wszystkim co ważne. Jedynym celem mojego życia jest dbanie o to, żebyś była szczęśliwa. Nie ważne jakie konsekwencje poniosę. - wygłosił płynnie Darrel. Cheryl tylko się w niego wtuliła. Kochała Darrel'a. On był bardzo romantyczny, często sypał tekstami jak z Shakespeare'a i to z taką łatwością, jakby mówił o pogodzie. Dziewczyna czuła się przy nim jak księżniczka.
Za nas. - powiedziała unosząc kieliszek. 
Za nas.
***
Damskie dormitorium Virilitageru nie zmieniło się wiele w ciągu tych dziewięciu lat. Było to. to samo dość duże pomieszczenie gdzie całą jedną ścianę zajmowało okno. Podłogę pokrywał cudownie miękki czerwony dywan. Stały tam także trzy drewniane szafy, po jednej dla każdej z dziewcząt. Trzy ogromne, miękkie łoża z baldachimem, aż prosił aby się w nie zanurzyć. Jednak po tak długim czasie widać było więcej osobistych akcentów.
Nad łóżkiem Cheryl wisiało to jedno rodzinne zdjęcie, a obok niego kilka winylowych płyt. Nie było na nich żadnych piosenek. Płyty taty, te pamiątkowe spoczywały bezpiecznie w kufrze. Jednak był to słodki sekret Cheryl i nikt o nim nie wiedział.
Cheryl! Cóż się stało, że zaszczyciłaś nas swoją obecnością? - zawołała Alison na widok dziewczyny wchodzącej do sypialni. 
Czy ja wiem... Może się stęskniłam? - zasugerowała z uśmiechem Cheryl
Za swoim łóżkiem? - podsunęła Vanessa.
Jak wy mnie dobrze znacie! - zaśmiała się Cheryl.
A za nami nie? - zapytała Alison udając oburzenie.
Za wami...? Czy ja wiem... - przeciągnęła Cheryl
Ej! - zawołała Vanessa rzucając w Cheryl poduszką z precyzją szukającej. Ta nie pozostała jej dłużna, i już po chwili rozgorzała walka. W pewnym momencie Cheryl w ostatniej chwili uchyliła się przed nadlatującym pociskiem, w wyniku czego poduszka trafiła prosto w twarz zaskoczonej Alison. Ta natychmiast postanowiła się zemści. W ten prostu sposób cały pokój wypełnił się pierzem oraz okrzykami bitewnymi. 
***
Rano Cheryl przetarła oczy i obrzuciła sypialnię spojrzeniem. Nie jest tak źle.- pomyślała patrząc na walające się wszędzie pierze. Dziewczyna sięgnęła  różdżkę, kiedy jej dłoń natrafiła na liście. Cheryl zamarła. Spojrzała na szafkę. Na szczęście leżała tam tylko róża, którą dostała z pamiętnikiem Rilli. 
Cheryl już prawie odetchnęła z ulgą, kiedy przypomniała sobie jeden dość istotny szczegół. To było tydzień temu. Żaden ścięty kwiat, nie wytrzymałby tyle bez wody. Chyba, że rzucono na niego jakiś czar. Tylko jaki? I po co? Do tej pory Cheryl myślała, że róża była tylko dodatkiem do pamiętnika. Ładną oprawą dla czegoś naprawdę istotnego. Jak opakowanie prezentu, albo ramka na zdjęcia. Teraz w głowie dziewczyny zrodziła się myśl, że może się myli. Może ta róża coś znaczy. Może jest tak samo ważna jak pamiętnik. Ale co ktoś mógłby chcieć przekazać przez różę?
Z tego co wiedziała Cheryl róża, zwłaszcza czerwona była symbolem miłości. Ale to przecież bez sensu. Innej wymowy kwiatu nie znała. No bo, nie oszukujmy się Cheryl nie pałała namiętnością do książek.
***
Cheryl i  Luke siedzieli naprzeciw siebie w jednym z pomieszczeń, Trzeciej Wieży. Pamiętnik Rilli leżał między nimi, jak odbezpieczony granat. 
Wiem, co możemy zrobić. - oznajmił nagle Luke.  Długo się nad tym zastanawiałem i wreszcie wymyśliłem rozwiązanie idealne. Oczywiście tylko, taki geniusz jak ja mógł na to wpaść. Twój nastawiony na szaleńczą głupotę móżdżek nie poradziłby sobie z tym. 
Uważaj lepiej, żeby podłoga się nie zawaliła od ciężaru twojego ego. To byłby dłuuugi lot w dół. - odparowała Cheryl. Luke albo uniósł się honorem i zignorował zaczepkę, albo nie wymyślił dość szybko celnej riposty. Odezwał się dopiero po kilku sekundach.
Wystarczy, że zignorujemy ten pamiętnik. Zapomnimy o całej sprawie. I przypilnujemy, żeby się w sobie nie zakochać. Ale to akurat nie trudne. Zakochać się w tobie to jak zakochać się w... - Luke przerwał. Nigdy nikomu, nawet samej Cheryl nie sprecyzował co właściwie do niej czuje. Byli wrogami. Powiedzmy. Trochę niecodziennymi. Przenigdy nie przyznałby się komukolwiek, że żywi do potworka jakieś ciepłe uczucia. 
Jednak teraz się zdradził. Powiedział o kilka słów zbyt dużo. Choć nie ujawnił niczego konkretnego, wiedział, że zaciekawił Cheryl. Dziewczyna będzie się starała za wszelką cenę wydobyć z niego informacje. A była bardzo uparta. 
Jedyna nadzieja w tym, że on okaże się bardziej nieustępliwy. Albo wymyśli inne, wiarygodne rozwiązanie. 
W..?
W przyjaciółce mojej dziewczyny. - Cholera. Bardziej idiotycznie nie dało się odpowiedzieć. 
Brawa za kreatywność. I gdzie ten słynny wężowy spryt? Spodziewałam się po tobie lepszego kłamstwa.
Więc co zrobimy z pamiętnikiem? Realizujemy mój wspaniały plan? - zapytał Luke, aby odciągnąć uwagę Cheryl. Dziewczyna jeszcze przez chwilę przypatrywała mu się mrużąc podejrzliwie oczy. Dopiero po kilku chwilach pokręciła głową. 
Wydaje mi się, że wcześniej tak właśnie zrobiliśmy. I spójrz jak wyglądała nasza przyszłość. Dostaliśmy jakąś szansę i nie możemy jej zmarnować. Musimy coś zmienić. 
Ale co? I jak? - zapytał Luke. Cheryl wzruszyła ramionami.
Musimy przeczytać pamiętnik. Na pewno jest tam coś ważnego. Poza tym to podobno ty jesteś od genialnych pomysłów.
To już tydzień w tym domu. Czuję się tu bardzo samotna. Ta willa jest ogromna i taka pusta. Jestem w niej tylko ja i Tammar. 
Przeszłam cały ten dom, zajrzałam do każdego pokoju. Moje kroki odbijały się echem w korytarzach. Wszystko tu jest martwe. Obce. Wrogie. Liczyłam, że kiedy się tu znajdę, odnajdę jakiś ślad po Tobie mamo. Miałam nadzieję, że znajdę Twoje zdjęcie, chociaż jedno. Ale nie ma nic! Nawet najmniejszego śladu, że kiedykolwiek miałaś z nią cokolwiek wspólnego. I wciąż nic o was nie wiem. 
Tak bardzo mi was brakuje. Gdybyście tu byli wszystko wyglądałoby inaczej. Może pomoglibyście mi zrozumieć to wszystko.
Dzisiaj przyszedł list. To jasne, że jakieś przychodzą codziennie, ale ten był inny.
Na jego widok Tammar zbladła. Zacisnęła mocno palce na kopercie. A potem podarła list, nawet nie zaglądając do środka. Zrobiłam o to sporą awanturę, bo na kopercie było moje imię i nazwisko. To był list do mnie! A potem, było już tylko dziwniej. 
Zaraz przyszedł następny. Na to Tammar zmieniła strategię. Westchnęła  otworzyła list. Wyjęła ze środka kartkę, rozłożyła i podarła nie czytając ani linijki. Ja też nic nie przeczytałam. Znowu była awantura. 
Kilka godzin później pojawiła się jakaś kobieta. Była ubrana w elegancki, damski garnitur. Na jej widok, Tammar ponownie zbladła. Zaprowadziła kobietę do salonu, a mnie zamknęła drzwi przed nosem. Wybaczcie, ale podsłuchiwałam. 
Chodziło o mnie. I to bardzo, bardzo o mnie! Wyraźnie słyszałam swoje imię. I jestem pewna, że to ma coś wspólnego z tym listem. Ta kobieta chyba się przedstawiła, ale niedosłyszałam. Potem zapytała Tammar, czy jest moją prawną opiekunką. A potem powiedziała coś takiego: "Jak pani zapewne wie, Rilla Ortwain została przyjęta do Uniwersytetu Magii Lapseatis. Czy..." i wtedy Tammar przerwała jej gwałtownym "Nie!" Kobieta starała się ją przekonywać, mówiła coś o mocy wymakającej się spod kontroli. Ale Tammar była nieugięta. "Nie zgadzam się, nie chcę powtórki." powiedziała. Kobieta próbowała okazać jej zrozumienie, ale Tammar zaprotestowała. "Niczego pani nie rozumie. Nie ma pani pojęcia, jak to jest. Nie zgadzam się, żeby Rilla stała się taka jak ona! " Żadna z nich nie ustępowała. Rozmawiały w szeptem przez kilka minut, tak że słyszałam tylko niewyraźne szmery. Wreszcie kobieta stwierdziła "Jeśli pani jej nie pomoże, może stać się coś o wiele gorszego. Ministerstwo wyda nakaz. Przyjdą tutaj. I nie będą się przejmować współczuciem czy zrozumieniem. Jeśli Rilla nie nauczy się kontrolować, może stać się niebezpieczna." Tammar chyba coś jej odpowiedziała, ale nie usłyszałam, bo musiałam odejść. Kobieta już wchodziła, a nikt nie mógł mnie przyłapać.
W głowie mi szumi. Jaka magia? Jaka moc? O czym one mówią? Jaki to ma związek ze mną? No i kim jest ta ona? Na co właściwie Tammar się nie zgadza? Czego się tak boi?
Myślałam, że listy z uniwersytetu przynoszą kruki. - zdziwiła się Cheryl. Dokładnie pamiętała jaka była zaskoczona widząc czarnego ptaka lecącego do niej z kopertą.
Tylko jeśli przynajmniej jedno z rodziców jest czarodziejem, lub czarownicą. Do rodzin mugoli list przychodzi pocztą. - wyjaśnił Luke przemądrzałym tonem. A co? - zapytał. Cheryl zmarszczyła brwi. Przecież jej rodzice nie byli magiczni. Jej zdolności były dla nich szokiem.
Więc czemu list przyniósł kruk?


♪ ♪ ♪

Ta historia jest dziwna. Nie chodzi nawet o treści, ale jestem z niej zadowolona. To niepokojące. Liczę na wasze szczere opinie.

Vanila Charms

1 komentarz:

Dziękuję za każdy komentarz. To naprawdę olbrzymia motywacja :)

src='http://code.jquery.com/jquery-latest.js'/>